You're here : Start Start Polityka Nieznana wojna. Hollywood przeciwko Polsce. 1939-45
PDFDrukujE-mail
NIEZNAJOMYNiskobudżetowy startup

Nieznana wojna. Hollywood przeciwko Polsce. 1939-45

Książka napisana ze swadą, z sercem, a przy tym wyjątkowo humorystycznie, jak na toczące się wokół wydarzenia.

( Fijorr Publishing )
37,00 PLN

Zadaj pytanie o produkt

 

Niezwykła książka o niezwykłym epizodzie II wojny
światowej, kiedy amerykańskie środowisko filmowe – jak jeden mąż – stanęło przeciwko Polsce i Polakom, niszcząc nas propagandowo i moralnie. Zdarzenie o tyle dziwne, co niespotykane. Do ub. roku, kiedy opublikowało ją wydanictwo University of Kentucky, nikt o tym wstydliwym epizodzie Hollywood nie wiedział; tak w USA, jak i  w Polsce.
Książka napisana ze swadą, z sercem, a przy tym wyjątkowo humorystycznie, jak na toczące się wokół wydarzenia. Gorąco polecamy!
 
Wstęp do wydania polskiego
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Haggada to w kulturze żydowskiej opowiadanie, rodzaj sagi, w której nie tyle chodzi o wierne odtworzenie wydarzeń    będących kanwą opowieści, co o morał, jaki trzeba z niej wysnuć. Stąd też opowieść jest komponowana w taki sposób, by zaprojektowany zawczasu morał wprost słuchaczowi się narzucał. W tym celu w jednych miejscach – jak to określił Steven Spielberg – „dodaje się dramatyzmu”, a w innych się go ujmuje i wszystko – jak powiadają gitowcy – „gra i koliduje”. Oczywiście koliduje z prawdą, ale prawda nie ma tu nic do rzeczy, bo przecież chodzi o morał. Na przykład – że Żydzi są plemieniem szczególnie upodobanym przez Stwórcę Wszechświata, który wiąże z nimi jakieś bliżej niesprecyzowane, tajemnicze projekty. Temu morałowi służy haggada odczytywana podczas wieczerzy sederowej, opowiadająca o ucieczce z Egiptu. Co tam jest prawdą, a co – dodatkiem „dramatyzmu” – trudno zgadnąć. Bo czy na przykład bez oznaczenia drzwi domów zajmowanych przez Żydów baranią juchą, wysłany przez Najwyższego Anioł Niszczyciel również i u nich dokonałby rzezi pierworodnych – czy raczej był to umówiony znak dla komanda morderców? Czy rzeczywiście Żydzi byli w Egipcie tak strasznie znienawidzeni i prześladowani, skoro ich egipscy sąsiedzi bez najmniejszego wahania, z pełnym zaufaniem pożyczają im swoje kosztowności, z którymi ci uciekają na pustynię, radując się, że w ten oto sposób „złupili Egipcjan”? Wreszcie – czy uciekają, bo dalszy pobyt w Egipcie stał się dla nich nie do wytrzymania, czy też uciekli w obawie przez represjami, jakie nieuchronnie spadłyby na nich na skutek nocnej masakry dokonanej, ma się rozumieć, przez Anioła Niszczyciela, za którym mogło jednak – niech Bóg zabroni! – ukrywać się dowodzone przez Mojżesza komando sztyletników? Bo przecież faraon, a nawet lokalny wielkorządca, takiej psoty nie puściłby chyba płazem, a zanim by mu wytłumaczono, że to nie komando, tylko Anioł Niszczyciel, mogłoby spaść wiele głów. Wyrzuty czynione Mojżeszowi na pustyni wskazują, że w Egipcie nie musiało być Żydom aż tak bardzo źle i że gdyby nie obawa przed represjami za nocną masakrę, to kto wie? – może żadnego exodusu z „domu niewoli” by nie było?  I tak dalej. Oczywiście tych wszystkich wątpliwości nikt nie podnosił, toteż haggady bez przeszkód snuły się przy szabasowych świecach w zabitych dechami sztetlach Środkowej i Wschodniej Europy, zamieszkiwanej przez wyznających chrześcijańską herezję gojów,  których Talmud stawia niewiele wyżej nad człekokształtne zwierzęta.
I taki właśnie intelektualny i emocjonalny bagaż, taki sposób postrzegania świata, mieszkańcy owych sztetli wywieźli ze sobą za ocean, emigrując do Ameryki. Wynalazek Augusta i Ludwika, braci Lumiere oddał w ręce miłośników haggad nieoceniony instrument. Dzięki kinematografowi, który bardzo szybko oczarował niezliczone miliony ludzi na całym świecie, można było przystąpić  do urabiania ich umysłów na skalę dotychczas niewyobrażalną. W kinie bowiem fikcja nabiera pozorów rzeczywistości, bo cóż bardziej może przekonać człowieka, niż to, co zobaczył na własne oczy?
Karol Olgierd Borchardt opowiada, jak to podczas rejsu „Polonii” na linii palestyńskiej, gdzie był pierwszym oficerem, podczas nocnej wachty podeszła do mostka para narzeczonych, prosząc o pozwolenie pozostania tam, by rozkoszować się pięknem nocy i morza. Wywiązała się rozmowa, podczas której w pewnym momencie goście powiedzieli zaskoczonemu oficerowi: panom to dobrze, w porównaniu z tamtymi, co wiosłują pod pokładem. Borchardt próbował przekonywać, że maszyny i tak dalej, ale narzeczeni wiedzieli lepiej: my wiemy, że panu nie wolno o tym mówić i my nie mamy do pana pretensji, ale my wiemy, jak panowie tam ich męczą i biją, my to wszystko widzieliśmy na własne oczy w kinie. Skoro obrazkowa haggada miała taki potężny wpływ  nawet na osoby w końcu z nią otrzaskane, to cóż dopiero mówić o gojach, od czasów Arystotelesa przyzwyczajanych, że prawda istnieje obiektywnie?
Dzięki temu lepiej rozumiemy przyczyny, dla których prof. Mieczysław B.B. Biskupski, kierownik katedry historii Polski i Polonii w Central Connecticut State Uniwersity w New Britain, w książce „Nieznana wojna. Hollywood przeciw Polsce, 1939-1945” zajął się opisem stosunku właścicieli „fabryk snów” w tamtejszym sztatełe do Polski i Polaków. Wprawdzie czy to z ostrożności, czy z jakichś innych powodów,  nie poświęca większej uwagi intelektualnemu i emocjonalnemu bagażowi, jaki producenci owych „snów”, które dla wielu trwale zastąpiły i zastępują jawę, przetransportowali za ocean – ale z opisu wyraźnie wynika, jak wielki wpływ na sposób postrzegania świata przez „inżynierów ludzkich dusz” miała plemienna pamięć uformowana w owych sztetlach i ukształtowana przez Talmud hierarchia rodzaju ludzkiego. Na to wszystko nałożyła się przodująca ideologia, dając w efekcie cocktail określany brutalnie „żydokomuną”.
Autor na przykład odnotowuje, że według szacunków FBI w roku 1934 liczba członków Komunistycznej Partii USA w rejonie Los Angeles nie przekraczała „marnych trzech tuzinów”, ale właśnie wtedy utworzona została „sekcja wytwórni hollywoodzkich”, która w następnych latach gwałtownie się rozrastała. Podlegała ona bezpośrednio centrali partii w Nowym Jorku, która szczególny nacisk kładła na pozyskanie do kolaboracji przede wszystkim scenarzystów. Nietrudno się temu dziwić. Skoro w samym cudnym raju Ojciec Narodów otaczał „inżynierów dusz” szczególną opieką i nadzorem, to czyż w Nowym Jorku i Los Angeles mogło być inaczej? Toteż w roku 1935 agent Kominternu Otto Katz przybył do Hollywood i przy pomocy – jakże by inaczej! – Ligi Antynazistowskiej – skutecznie poddał „fabrykę snów” zarówno komunistycznej infiltracji, jak i sowieckim standardom. Naturalnie „walka z faszyzmem” była zaledwie pretekstem do promowania w amerykańskim społeczeństwie sowieckiego punktu widzenia za pośrednictwem sztuki filmowej. Nie obyło się przy tym bez potężnych poznawczych dysonansów; oto 23 sierpnia 1939 roku, to znaczy w dniu podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow,  tamtejszy Salon został niemile zaskoczony gwałtownym zakończeniem walki z „nazizmem”, którą zastąpiła walka z „podżegaczami wojennymi”, czyli propagandą amerykańskiego izolacjonizmu. Autor skrupulatnie odnotowuje, że dokonany wkrótce potem kolejny rozbiór Polski został gorąco poparty również przez Sekcję Żydowską KP USA, która ponad wszelką wątpliwość uznała, że znalezienie się znacznej liczby współrodaków pod sowiecką kontrolą jest „dobre dla Żydów”. Czyż wypada temu zaprzeczać, zwłaszcza, że wszystkie te zawirowania, ustalenia i nastroje znajdowały swój wyraz w filmach?
Absolutnie nie wypada, zwłaszcza, że w pewnym momencie pojawił się również Złoty Cielec w postaci zamówień rządowych. Już w sierpniu 1940 roku Jack Warner z Warner Brothers oświadczył, że nakręci „każdy film, jakiego zechce administracja, bez względu na koszt”. Na odzew z drugiej strony nie trzeba było długo czekać, więc nietrudno sobie wyobrazić wzruszenie, jakie mogły w duszy Jacka Warnera wywołać słowa, że „szczerze i otwarcie traktujemy całe Warner Bros jako kolejną agencję rządową”. Toteż kiedy źli „naziści” podstępnie zaatakowali miłujący pokój Związek Radziecki, nikt nie miał głowy do zajmowania się jakimiś tam Polakami tym bardziej, że sam prezydent Roosevelt – co szczegółowo i z irytacją opisują autorzy książki „Od własnej kuli – tajna wojna między aliantami” – wprost wyłaził ze skóry, by dogodzić „wujkowi Joe”, którego upatrzył sobie za partnera, z którym będzie do spółki rządził powojennym światem. Powojenny świat, a zwłaszcza Polska i inne nieszczęśliwe kraje Wschodniej i Środkowej Europy, drogo za te fantasmagorie zapłaciły, ale na razie entuzjazm prezydenta Roosevelta do „wujka Joe” udzielił się również „inżynierom dusz”, dysponującym, jak już wiemy, doborową ekipą scenarzystów. Ci nawet robiąc film o bitwie o Monte Cassino potrafili nie zauważyć tam ani jednego Polaka. Podobnie, jak w słynnym i – jak to mówią – „kultowym” filmie „Casablanka”, który jest opowieścią o internacjonalistycznym podziemiu, podlegającym jakiemuś głęboko zakonspirowanemu sanhedrynowi. Prof. Biskupski zauważa nie bez ironii, że takie „wielonarodowe podziemie podczas drugiej wojny światowej istniało tylko w tym filmie”, ale w takim razie wizje scenarzystów musimy uznać za swego rodzaju prefigurację czasów obecnych.
Znakomitym przykładem kontynuacji tego nurtu jest cykl George’a Lucasa o gwiezdnych wojnach, którymi dyskretnie kieruje „sam główny Srul” -  dysponent Mocy, objawiający się tylko członkom  wyselekcjonowanego genetycznie sanhedrynu „rycerzy Jedi”, szczególnie uwrażliwionych na odczuwanie Mocy. Celem tych „rycerzy” jest utrzymanie pokoju w skali galaktyki, do którego droga prowadzi przez ostateczne rozwiązanie kwestii Lordów Sithów. Dzieki ultymatywnej broni, skonstruowanej przy wydatnym udziale Mocy, ostateczne rozwiązanie tej kwestii wydaje się równie nieuchronne, jak nieskomplikowane, ale zanim to nastąpi, „rycerze” toczą z „zakonem” rozmaite turnieje i bitwy, dzięki czemu scenarzyści mogą „dodawać dramatyzmu” ile dusza zapragnie, a reżyser – inkasować kolejne nagrody. Uderzające podobieństwo tego cyklu do „Protokołów Mędrców Syjonu” na pewno jest całkowicie przypadkowe, bo te „protokoły” to podobno fałszywka wyprodukowana jeszcze przez carską Ochranę. Oczywiście nie wypada zaprzeczać, ale jeśli nawet i one były tylko swego rodzaju haggadą, to nie można wykluczyć, że  niektóre zawarte tam pomysły mogły okazać się szalenie inspirujące, zwłaszcza w czasach, w których za sprawą „inżynierów dusz” granica między jawą i snem nie jest już taka wyraźna, jak kiedyś.
Stanisław Michalkiewicz

Szybkie zamówienie:
Napisz do nas BIURO
Zadzwoń - 696 653 888

Koszt przesyłki:
Przedpłata – 7 zł
Pobranie – 14 zł
Powyżej 200 zl przesyłka gratis przy przetpłacie.
Bank: 40 88 76 0009 0004 65 29 2000 0001



Zobacz także.

30,00 PLN


39,00 PLN


39,00 PLN








Kategorie Sklepu


Lista produktów


Szukanie zaawansowane





Nie pamiętasz hasła?
Zapomniałeś nazwy użytkownika?
Nie masz jeszcze konta? Rejestracja

Interesuje Cię barter?

Zapraszamy na platformę barterową do zapoznania się z naszą bogatą ofertą.

Kontakt i zamówienia

 Krzysztof Król

Szybki kontakt:
Napisz do nas BIURO
Zadzwoń - 696 653 888

KOSZT DOSTAWY:

7 zł przedpłata

17 zł pobranie

Zamówienie od 150 zł:

0 zł Przedpłata

10 zł pobranie